niedziela, 26 lutego 2017

Serce Gryfa - ulubiona scena



Każdy ma coś, co lubi najbardziej.
Na przykład śledzie marynowane w zalewie imbirowej w sosie czekoladowym.
Są różne gusta.
Z dzieł to ja chyba nad wszystkie inne przedkładam filmową scenę z Pana Wołodyjowskiego, ale serialu, kiedy wszystko się wydaje między Kettlingiem a Krzysią, a Wołodyjowski jest sprawcą tego wydawania i mówi: Zmogłem się. Co zarazem straszne i żałośliwe.
Bardzo też lubię Siedmiu samurajów. Najwybitniejsze dzieło filmowe, jakie kiedykolwiek powstało, a z polskich Wesele, ale zrobione przez Wajdę. Z książek Lalkę i Pana Tadeusza, i Paragraf 22, choć tu lista byłaby dość długa
Pisząc Gryfa dojechałem do rozdziału, kiedy Zuranka spotyka Gryppina. Nie dość, że od tego miejsca robota ruszyła jak z kopyta, to jeszcze ta scena rozbawiła mnie dokumentnie.
No, jako twórca się przyznaję, że cieszy mnie moja skrobanina.
Żenada!
Nie jest to dokładnie ta wersja, która została opublikowana. Publikacja nie uwzględniła wszystkich moich poprawek. Wtedy nie było ich za wiele. Później zrobiło się znacznie więcej. Udoskonalałem ile wlezie.
Poprawiałem ochoczo, mniej więcej przez rok. W tej scenie akurat zmian nie tak wiele, choć są. Musiałem wyostrzyć drobnicę, by całość wybrzmiała odpowiednio. Oczywiście powinienem także przeprowadzić ponowną redakcję.
Ale wcale mi się nie chce.
To poniżej skany mojej ulubionej sceny Gryfa.

















Etykiety: ,